wtorek, 29 września 2009

No i niestety stało się. Natalka dzielnie walczy z katarem, a widać, że męczy ją bardzo. W nocy nie mogła spać, bo nie miała jak oddychać. Za to Tatuś czuje się lepiej. Jedyne pocieszenie, że mnie na razie nie dopadło.

12:23, anjaak_net
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 września 2009

orzech

Zdjęcia zostały zrobione w miniony weekend u prababci.

Natalka ma już pięć ząbków. Ostatnio wyrosła jej lewa górna dwójka - to dobra wiadomość. Pozostałe nie są już takie dobre.

Tatuś nam zachorował (jakaś paskudna grypa). Trzymamy za niego kciuki, żeby szybko wrócił do formy.

Chrzestna Natalki jest już po operacji - stan jest bardzo ciężki. Czeka ją ciężka rehabilitacja i długie leczenie. Ach...

08:47, anjaak_net
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 września 2009

Zakochałam się w lawendzie. Czyż nie jest piękna?

zdjęcia pochodzą stąd,

a dwa ostatnie są moje

22:26, anjaak_net
Link Komentarze (1) »

Oto nasze nowe nabytki na balkonie: wrzos i cyprysik lawsona. Na razie szpaki i gołębie omijają nasze kwiatki szerokim łukiem.

balkon

08:41, anjaak_net , Działkowo
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 września 2009

Kilka dni temu obchodziliśmy papierową rocznicę ślubu. To już dwa lata. Tyle się zmieniło. Jest lepiej, jest z nami Natusia. A ja jestem bardzo szczęśliwa.

papierowa

21:30, anjaak_net
Link Komentarze (2) »

Po przeczytaniu tego tekstu wróciły wspomnienia. Minął już prawie rok, ale cały czas pamiętam upokorzenie, bezradność i łzy. W zupełności zgadzam się z autorką - mam podobne obserwacje. Lekarze to banda ignorantów, przynajmiej ja na takich trafiłam.

Pozwolę sobie zacytować dużą część artykułu:

"Dlaczego po porodzie traktują nas jak ułomne - przygoda ze szpitalem.

10 lat temu miałam coś z tym zrobić i jakoś odpuściłam. 2 miesiące temu znowu rodziłam i myślałam, że coś się zmieniło. Guzik prawda. Wiem, że to nie dotyczy wszystkich szpitali i każdego lekarza czy pielęgniarki, ale do diabła, czemu nadal to trwa. Poddkreślam, że sam poród wspominam wyjątkowo dobrze, znajoma położna, lekarz, z którym chodziłam do jednej klasy.. ale prawie cała reszta... woła o pomstę do nieba.

1. Lekarze w większości zachowują się jak Bogowie. Wchodzą jak Wyznawcy Jedynej Prawdy i wydają wyroki. Ty siedzisz tu 3 dni, ty 6 dni, ty masz zostawić dziecko i wracać do domu. Czemu? Bo temu. Kobiety czasem zadają pytania ale wtedy lekarz rzuca karcące spojrzenie: Jak śmiałaś się odezwać marna kobieto. Wszystkie cichutkie, potulne jak baranek, byleby sie nie narazić, bo jeszcze do domu nie wypuszczą. Na wizytach lekarze stoją koło nas ale do nas się nie zwracają. - Pacjentka ma to i to, jest po wypróżnieniu, goi się dobrze. Ci ludzie gadają o mnie - do siebie - przy mnie. Paranoja.

2. Położne w większości robiące wielką łaskę, że cokolwiek zrobią czy pomogą. - Wiecie, ja tego nie musze robić. To nie należy do moich obowiązków. Żeby było jasne. - usłyszałam kiedy dziewczyna obok poprosiła o butelkę z mieszanką - zresztą przepisaną przez lekarkę.  10 lat temu kiedy łaziłam po ścianach i prosiłam położną o pomoc warknęła na mnie odrywając się od Tetrisa (gra komputerowa) - Trzeba cierpieć, poród boli.

3. Brak życzliwości to panująca reguła. Polecenia są wydawane jak rozkazy. Pacjentki zastrasza się zamiast pomagać. Większość zwraca sie do nas per Ona: - Zobacz co Ona zrobiła sobie z tymi piersiami. Będą jej rozcinać ropienie.

4. Jeden lekarz podważa drugiego lekarza. - Dać kocyk. Zdjąć kocyk. Ubrać. Nie przegrzewać. Karmić tylko piersią. Dać mieszankę. Wyjdzie jutro. Nie wyjdzie. Żółtaczka schodzi. Nasila się.

To co mnie spotkało 10 lat temu to przechodzi ludzkie pojęcie. 2 dni nikt nie chciał mnie poinformowac o stanie dziecka. Było malutkie, fakt. Hemoglobina na poziomie 7 nie pozwoliła mi wstać z łóżka. Dopiero pacjentki zwróciły uwagę lekarzowi na obchodzie, że od 2 dni nie jem i jestem blada. Nowa krew pomogła. Wtedy pierwszy raz widziałam swoje dziecko. Leżał w inkubatorze, ale nikomu nie chciało się go wyciągać do karmienia. Sama nie mogłam, bo pełno rurek. Ordynatorka na obchodzie powiedziałą do mnie: - To skandal. takie dzieci nie powinny się rodzić. Tak to jest jak matka pali albo ćpa w czasie ciąży. !!!!!!! Nie wytrzymałam. Z głęboką depresją wyszłam ze szpitala opiekować się starszą córką. Mleko odciągałam i dowoziłam.

Ty razem doszło do tego, że pokłóciłam się z ordynatorką. Najpierw wmówili mojemu dziecku krwawienie międzymózgowia I stopnia. O dziwo po 3 dniach spcjalista stwierdził, że nic nie ma i wszystko jest OK. Potem wmawiali żółtaczkę, ale na lampy nie poszedł. Podłączyli mu urządzenie monitorujące tętno - ale cały czas było w normie. Nie brał ani leków, ani glukozy, ani się nie naświetlał. Na pytanie czemu ma zostać w szpitalu dłużej.. - Bo jest mały. (ur.2600g) Przybierał powoli, ale przybierał. Karmiłam piersią. Miał zostać, bo wyniki krzepnięcia krwi były lekko poniżej normy. - Wie Pani. Jak krew puści, to ten krwiak się wyleje. - Jaki krwiak. przecież nic nie ma. - A co Pani opowiada. Był i nie ma. To nie możliwe. - Byłam przy badaniu. Nie ma. - Dziecko musi zostać a Pani musi wyjść, bo miejsc nie ma. - Nie zostawię dziecka. Proszę nas wypisać. - Nie wypiszę. - Na moje rządanie. - Z chorym dzieckiem??? Czy Pani zgłupiała? Czy Pani ma jakieś ADHD? Czy co? Co Pani szkodzi poczekać do poniedziałku na badania krwi. - Bo dzisiaj jest piątek a siedzimy tu od niedzieli. Nic mu nie jest. Ciągle coś wymyślacie. Niczym nie leczycie. Obserwacja polega na tym, ze ja je obserwuję siedziąc cały czas przy nim w remontowanym szpitalu, na twardym krześle. Wszędzie tu syf, nie ma odwiedzin, nie ma wsparcia psychicznego. Proszę mi podać wszystkie zalecenia, skierowania na badania. Pójdę i to zrobię na zewnątrz. - Zapłaci Pani majątek za te badania. Stać Panią? - Proszę podać mi wyniki i normy. - Ja Pani nic nie muszę podawać - warknęła i sobie poszła. Zapłakana wychodziłam z małym do domu. Szczęśliwa, że wyszłam z tego więzienia. Wszystkie badania zrobiłam i wszystko jest OK. Koszt badań to 15 zł. Dosłownie 15 zł.

Oczywiście ordynatorka musiała coś w szpitalu nagadać, bo gdzie nie przyszłam to mówili: - O, to ta matka.

Uwaga.. Były tam 4 położne na dwa oddziały, którym muszę podziękować. Jedna.. bo nie darła się na mnie kiedy próbowałam karmić. Druga, bo przynosiła mi butelki do odciągania pokarmu. Trzecia, bo siedziała ze mną i pomagała mi wybudzić małego do karmienia. Czwarta - bo powiedziała mi, żebym się nie poddała, że mało kobiet w tym szpitalu walczy o swoje prawa i jest całym sercem za mną. Dziękuję Wam." (rr)

08:31, anjaak_net
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 września 2009

Ostatnio każde wolne popołudnie spędzamy na działce. Wczoraj zdziwiliśmy się ogromnie i ucieszyliśmy z tego, że trawka zaczęła kiełkować. Poza tym wzdłuż głównej ścieżki posadziliśmy cyprysiki lawsona (chcieliśmy posadzić je dookoła, niestety sąsiadka wyraziła stanowczy sprzeciw). Posadziłam też cebulki różnych kwiatów - szafirków, tulipanów, narcyzów, lilii. Ale tego na razie nie widać. No i cieszymy się naszymi maszynkami do podlewania, małe a ile radości.

wrzesień 2009

Widać, że Natalka lubi tam przebywać.

Natalka z kaczką i bananem

Poprzedni tydzień minął nam bardzo szybko. W sobotę wybraliśmy się na spacer do parku w poszukiwaniu śladów jesieni. Pogoda nas rozpieszcza, świeci piękne słońce a jesieni praktycznie nie widać. Tylko gdzieniegdzie leżą złote liście.

Natalka

Sołacz

poniedziałek, 14 września 2009

Natusia powiedz mama

N: mamama

A powiedz tata

N: dadada

A powiedz kotek

N: miiał

21:07, anjaak_net , Natalkowo
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 września 2009

Dzisiaj po raz kolejny spędziliśmy pracowity dzień na działce. Udało nam się zrobić wszystko to, co zaplanowaliśmy. Zaczęliśmy od założenia dwóch wysp z kwiatami i otoczyliśmy je palisadami. Potem przesadziliśmy tuje i astry, wsadziliśmy też dwa nowe krzaki (hebe). I co najważniejsze na jednej części działki posialiśmy trawę (najpierw było kopanie, potem grabienie, wałowanie, sianie, wałowanie, grabienie i na końcu zraszanie). Podsumowując - jesteśmy padnięci.

wyspy

tuje i nowe krzaki

sianie trawy

21:48, anjaak_net , Działkowo
Link Komentarze (1) »
piątek, 11 września 2009
 
1 , 2
O autorze
Strona odwiedzana
razy



plony